Ważkie sprawy. Pochwała wartości, pochwała dojrzałości. Wartościowe spotkania przy kawie. Marcin Ponikwia

Rzeczywistość się zmienia, czasy się zmieniają, ale pewne postawy, wartości, które odróżniają nas od ludzi przeciętnych a zbliżają ku wyjątkowym, pozostają takie same. Postawy, które odróżniają nas od złych, a przynoszą spełnienie i wewnętrzny spokój, pozostają takie same. Postawy, które na co dzień możemy pokazać innym, a które świadczą o naszej klasie w biznesie lub jej braku, pozostają takie same. Postawy, zasady, czyny, które sprawiają, że przyciągamy innych, spełniając się, pozostają takie same.

I o tym właśnie, jak jest dziś z tymi relacjami międzyludzkimi, jakością biznesowych relacji, czy tylko suchych transakcji – w życiu, na co dzień między nami, rozmawiać będę z wyjątkowymi osobami. To dla nich powstał ten cykl wywiadów, wartościowych rozmów, a w przyszłości także wyjątkowych spotkań, pochwała dojrzałości i moich pytań dla nich. A dla Was wszystkich, zainteresowanych głębszą treścią o życiu, relacjach, wartościach w biznesie, o tym, co między słowami, poszukiwać będziemy odpowiedzi, wobec tych pytań, łatwych nie łatwych, zawsze na czasie.

Moi rozmówcy – inspirują, pobudzają wyobraźnie, skłaniają do refleksji…

Zapraszam, Jarosław Waśkiewicz, redaktor naczelny Biznesnafali.pl

fg

* * * * *

Pochwała wartości, pochwała dojrzałości, czyli między słowami w poszukiwaniu drogi na szczęście, zrozumienie, sukces w życiu z Marcinem Ponikwia, przedsiębiorcą, pasjonatem życia, wolnomyślicielem, poszukiwaczem szczęścia, miłośnikiem pięknej architektury.

J.W. Czy nie masz wrażenia, że we współczesnym świecie biznesu, nie tylko tym wielkim, ale bliskim nam, ludzie, z którymi przychodzi nam się codziennie zderzać, przedsiębiorcami, ekspertami, dyrektorami, tzw „specjalistami ds…”, od nadmiaru wszelkiej maści szkoleń dotyczących kolejnych sposobów na doskonałą sprzedaż, wpływania na innych, coraz mniej w nich po prostu „człowieka” – naturalnego, empatycznego, autentycznego, a coraz więcej w nich sztuczności, powierzchowności, przepoczwarzonych relacji, w których trudno się odnaleźć, bo jest pełna „barwników i konserwantów”? Co się z nami dzieje?

Z nieskrywaną przyjemnością odpowiem na nurtujące Ciebie pytania, które frapują i mnie od dłuższego czasu. Dziękuję za możliwość wypowiedzenia się w ważnych dla mnie ale i ważnych społecznie tematach. Dziękuję za zaproszenie do tej ciekawej dyskusji.

Co się dzieje Jarku? Ano wmawia nam się, że wszyscy jesteśmy jacyś niedopracowani, że potrzebujemy ciągłego doskonalenia, usprawniania samych siebie, by aby zaistnieć w szerszym gronie, społeczeństwie, kolektywie – musimy kreować samych siebie poprzez socjotechniki, portale społecznościowe, właściwe/modne stylizacje, jak być modną/nym, jak żyć lifestalowo. Wmawia nam się, że mając nowe ciało, będziemy mieć lepsze życie, takie dopasowane– jednym słowem jak być idealnym? A nie mówi nam się o tym, jak wykorzystać swój naturalny potencjał, który drzemie w każdym z nas. Niezależnie od wyglądu, koloru skóry/włosów, płci i szerokości geograficznej pod którą przyszło nam żyć. Otóż zmuszani przez społeczeństwo, pracodawców, media, wielkie korporacje do ciągłej ale pozornej zmiany- zatracamy siebie, zatracamy cel, gubimy swoją szczerość, barwimy rzeczywistość – konserwując właśnie powierzchowność. Nie zauważając przy tym, że budujemy wokół siebie mur, który ornamentujemy, przystrajamy a w konsekwencji okraszamy nasze życie banałami. Przystrajamy scenografię dla innych – lecz nic na tej scenie nie jest nasze – jest po prostu ich. A to budzi frustracje – a wtedy bardzo łatwo zejść z właściwej ścieżki, pogubić się jest łatwo, zrazić ludzi do siebie jest łatwo – zostać produktem jest łatwo. Natomiast pozostać sobą – a to już jest sztuczka magiczna. Na szczęście Jarku nas to nie dotyczy 😉 Prawda.

J.W. Przyznasz, że niezwykłe jest dziś to, jak bardzo mówimy, „krzyczymy wręcz” głosem wewnątrz nas, wobec tego, jak bardzo zależy nam na prawdziwych relacjach, głębokich, szczerych, podczas gdy na co dzień pokazujemy tylko pośpiech, pretensje, stawiamy warunki, zakładamy maski z przylepionym sztucznym uśmiechem, za którym nic nie stoi, żadna wartość, żadna głębia? Na czym wg Ciebie polega ta przewrotność dzisiejszych czasów, nas samych? Co się z nami stało? Przecież nie tędy droga do budowania głębokich relacji, wartościowych relacji w biznesie, w życiu tym bardziej. A jednak coraz bardziej brniemy tą drogą?

Wiesz – nie do końca uważam, że owe maski zakładane na różne sytuacje – są takie złe. Tylko w życiu jest jak w kinie – są dobrzy aktorzy, których podziwiamy i są tacy, na których patrząc robi nam się jakoś przykro. Uważam, że maski są nam potrzebne – bo w przeciwnym razie nie zostanie nam nic dla siebie, dla rodziny, dla bliskich. Inną kwestią jest wszechogarniająca obłuda. Tak sobie myślę, że czasy w jakich przyszło nam żyć – to jedne z trudniejszych w naszych dziejach. Tylu bodźców, podniet, takiej technologii, możliwości takich jakie są obecnie – nie było nigdy jeszcze. Odnaleźć się w tym wszystkim nie gubiąc wartości, samych siebie, naturalności – to jest bardzo trudne zadanie. Dzisiaj szczerość nie jest modna. Natomiast mówiąc głośno o swoich wartościach, pryncypiach narażamy się na krytykę i śmieszność. Jesteśmy odbierani wówczas przez społeczeństwo jako ekshibicjoniści – wmawia się nam, że odkrywamy swoje karty, swoją intymności, że się wynurzamy. Podczas gdy ja uważam, że to wielki błąd. Błąd/ grzech zaniechania. Przecież – jeśli masz coś mądrego do powiedzenia, kierujesz się przyzwoitymi zasadami, wartościami i chcesz coś zmienić w otaczającej nas rzeczywistości – to nie stój biernie, działaj, rób coś, zarażaj, komunikuj to ludziom. Oczywiście większość wyśmieje Twoje starania – ale – czy zależy Tobie na większości? Osobiście nie interesuje mnie poklask grupy, szerszego towarzystwa, większej populacji. Interesuje mnie zmiana w moim otoczeniu i z uporem maniaka będę promował swoje wartości – szczerość, prawdomówność, bezinteresowność, uczynność, uczciwość, naturalność itp. Uważam również, iż w pośpiechu można znaleźć chwilę dla promowania przyzwoitych wzorców – Jarku – przecież Ty jesteś doskonałym przykładem potwierdzającym moją tezę. Naprawdę!

A co się stało z nami? Ludzie budują wokół siebie pozory, które stały się codziennością – a skoro, to wszystko wokół, to sztafaż – to nie da się budować relacji, głębokich relacji, prawdziwych przyjaźni oraz naturalnych uśmiechów. Ludzie dzisiaj używają wielkich słów – wcale ich nie rozumiejąc. Nie wiedzą jaka jest ich etymologia, definicja i brną w jakiś ślepy zaułek, w którym wiedzie prym obłuda, symulacja, zdrada i zazdrość. Jarek najzwyczajniej w świecie jesteśmy mało wyedukowani.

J.W. Wizerunek własny i postawa zazwyczaj powinna iść w parze. Ludzie jednak przywiązują nadmierną uwagę do tego, jak wyglądają i co mają na sobie, przy sobie. Oczywiście, że to naturalne atrybuty profesjonalizmu i mają duże znaczenie, ale tylko wtedy, gdy są inspiracją do ukazania naszej osobowości. Tyle że niestety chyba we współczesnym świecie biznesu, osobistym także, zbyt mocno zatracamy się na rzecz tych pierwszych, kompletnie pomijając znaczenie tego drugiego, pięknego umysłu chociażby. Dlaczego?

Bo tak jest prościej – skupić się na atrybutach. Wszędzie dzisiaj masz przecież skróty – w komputerze, smartfonie, w panelu sterującym funkcjami samochodu, na pilocie od telewizora – to dlaczego w życiu zawodowym jak i prywatnym nie korzystać z takowych. Liczy się powierzchowność i nikt nie zastanawia się –co tak naprawdę się liczy – a jeśli nawet to wnioski tych rozważań są raczej płytkie. Tak wiem, to dość ostry osąd – lecz poparty wnikliwą obserwacją i doświadczeniem. Ludzie dzisiaj „paplają” cały czas „paplają” – lecz nic konkretnego z tego nie wynika. Plany, chęci, zamiary kończą się i nie ma przełożenia w działanie. To jest dokładnie tak jak z moją siłownią – tylko paplam a nie działam. Choć przyznam szczerze próbowałem – lecz widok panów całujących swoje bicepsy, oglądających się niczym księżniczki w lusterkach – spowodował moją odrazę do takich miejsc. Dla wielu – nawet w moim otoczeniu liczy się mięsień, wysportowana sylwetka, piękna figura, modny, elegancki ciuch– lecz nie liczy się środek. Opakowanie niczym czekolada z okienkiem dla wielu jest wyznacznikiem. Dla ludzi nie ma znaczenia dzisiaj, czy jest to człowiek godny uwagi, czy w życiu prywatnym jest wspaniałym partnerem, ojcem, czy jest koleżeński i uczciwy – czy idą za nim wartości? Liczy się powierzchowność. To wina mediów, które kreują miernoty i wynoszą je na piedestał do rangi bogów Dzisiaj każdy może być gwiazdą a pęd i chęć do bycia/stania się tym jasnym punktem we wszechświecie jest niebywała. Ten kto przejawia taką chęć – ślepy jest na rzeczy ważne, istotne i na łączenie tej powierzchowności z tym co w środku – tak by tworzyło spójną całość. Dziś wielu z nas ma wręcz perwersyjną chęć bycia gwiazdą – w domu, w pracy, w środowisku lokalnym, rodzinie – chce udowodnić swą wyższość nad drugim, że rozmywa się nam granica bycia autentycznym a bycia śmiesznym małym człowiekiem. Wiesz –ja zawsze byłem gadzeciażem i lubię błyskotki nadal – lecz wysoko cenię sobie ludzi prawdziwych, szczerych – nawet jeśli ta prawda bywa dla mnie czasem ciężka. Naprawdę ciężko jest dzisiaj nie być produktem. Prościej jest dać się wciągnąć w te rozgrywki – niż samemu tworzyć własną planszę.

J.W. No właśnie. Nasza atrakcyjność zewnętrzna ma coraz mniej wspólnego z atrakcyjnym umysłem, osobowością, charakterem, na stworzenie którego nie mamy już czasu. Na budowanie swojego osobistego wizerunku. A przecież to nie „rzeczy” nas sprzedają, ale właśnie nasza osobowość, nasz piękny umysł (a raczej jego brak). Czy nie masz wrażenia, że takich ludzi, o pięknym umyśle, charyzmie, wizerunku godnym zazdroszczenia, podziwu, jest coraz mniej wokół nas? Dlaczego, co się z nami stało?

Jarku – po raz pierwszy w życiu muszę przyznać, że jestem w mniejszości. I choć brzmi to pysznie i nie mnie to oceniać – to jednak pokuszę się. Gdyż to jaki jestem w sieci, realu – to jaki jestem w kontaktach jest spójne. Tak postanowiłem prawie dekadę temu – bo wcześniej było różnie. Dorze już – ale nie o mnie ten wywiad.

Dużo też jest zbędnej poprawności – bo nawet jeśli widzimy dysonans pomiędzy prawdziwym obliczem człowieka a mitami na jego temat – to nie reagujemy właściwie – raczej mamy tendencję do wycofywania się, niż do konfrontacji z tą osoba – jak jest naprawdę. Utwierdzamy niejako betonujemy jej zachowania, a potem idzie w świat taki wielki błąd „wirusując” wszystko wokół. Schemat się powiela wiele razy. Przyznam choć niechętnie, że masz rację – niewielu jest wokół mnie pięknych umysłów – a te które są staram się pielęgnować, być z nimi, żyć z nimi, uczyć się od nich. Bardzo lubię podglądać jak radzą sobie, jak planują, jak żyją, czym się kierują. By móc stworzyć siebie takiego jakim chciałbym być a jakim się właśnie staję. Też jesteś jednym z tych umysłów. Prawdą jest też fakt, że wszędzie jest pełno bylejakości, na każdym etapie naszego życia. Jest mało wzorców do naśladowania. Zastanawiam się tylko czy ówczesnym ludziom potrzebne są wzorce? Bo sami mamy się za jednostki niebanalne. Sami dla siebie stajemy się wyznacznikami. Jest dużo prymitywnego cwaniactwa, buractwa i arogancji jest bardzo dużo. Ty to widzisz i ja to widzę – i to nas boli. Oczywiście możemy promować inny wzorzec, bardziej romantyczny – tylko –nie wiem czy efekt będzie taki jaki chcielibyśmy osiągnąć – uważam, że próbować warto. Strasznie boimy się prawdy o sobie, o swoich słabościach, ułomnościach i dlatego wolimy żyć w świecie iluzji, w świecie, w którym czekają nas ciągłe rozczarowania. Gdy zerwiesz z iluzją – wtedy jest szansa, że zaczniesz być pięknym umysłem – taką mam radę dla innych! Ktoś kto wprowadzał mnie kiedyś w tajniki sprzedaży, gdy wydawało mi się, że to nie dla mnie – powiedział do mnie tak – „Marcin – zetrzyj kurz z pokładu swoich możliwości – i zacznij wykorzystywać to, co drzemie w tobie – bo jestem przekonany, że tak właśnie jest – do boju turbo”. Przypomniałem to sobie w trudnym momencie swojego życia i to dało mi bodziec by zacząć zmieniać coś w swoim życiu. Tak – postanowiłem być lepszym człowiekiem.

marcin-ponikwia1

J.W. Podobnie w życiu osobistym jest ze zrozumieniem siebie nawzajem. Rozmawiamy coraz więcej, ale rozumiemy coraz mniej. Oczekując więcej od innych, nas samych dajemy siebie coraz mniej. Potrafimy coraz więcej, a coraz trudniej rozumiemy bliskie nam osoby w zwykłej codzienności. Dlaczego, co się z nami stało?

Nie komunikujemy swoich oczekiwać w sposób prosty i zrozumiały. Właśnie dużo gadamy a nie rozmawiamy a to gadanie nie przynosi żadnych konkretów, tylko ogólniki. Często są to monologi. Przekonany jestem, że umiejętność rozmowy z bliskimi lub jej brak w dużej mierze wynosimy z domu rodzinnego. Jeśli tam nie było zrozumienia dla różnych opcji, innego punktu widzenia, umiejętności prowadzenia konstruktywnych rozmów – to w życiu dorosłym ciężko jest nadrobić taki nawyk. Oczywiście możemy trafić na partnera, który został wychowany w takim duchu i uczyć się od niego – lecz nasz partner musi być bardzo zdeterminowany. Dzisiaj Wszyscy chcą mieć czas dla siebie i tylko dla siebie. Zapominamy, że wiążąc się z kimś – oddajemy dużą część siebie w ofierze. Nie słuchamy tego co ktoś do nas mówi – bo z tyłu głowy mamy już gotową odpowiedz i chęć wykrzyczenia swoich racji – i tylko na tym się skupiamy. Z kolei duża część z nas kierowana zawodami, rozczarowaniami na różnych płaszczyznach życia, stwierdza, że nie warto jest poświęcać siebie, pomagać, rozumieć innych – bo do tej pory tak robili – i nic dobrego im to nie przyniosło. Któż nie zna ludowych przesłań „ jeśli masz miękkie serce – to musisz mieć twardą …..” Ale wiesz Jarku – jestem inny – już wielokrotnie musiałem tyłek gazetami okładać – ale nadal ufam i wierzę ludziom.

Jeśli będziemy więcej słuchać a mniej gadać – to efekt będzie zaskakujący.

J.W. A jak Ty pojmujesz wizerunek osobisty? Wizerunek człowieka sukcesu? Człowieka, który oddziałuje, przyciąga, rezonuje? Kim jest taki KTOŚ? Jaki jest jego umysł? Jakim językiem się posługuje na co dzień, na czym buduje relacje? jaką ma postawę wobec innych, że przyciąga?

Z wielkim trudem przychodzi mi odpowiadać na to pytanie. Dlaczego? Gdyż wielokrotnie ludzie sukcesu to gbury, mitomani, niewrażliwi cynicy, samolubni cwaniacy i obłudnicy. Którzy co innego mówią, a co innego robią – przekonałem się wielokrotnie. Wielu z nich to autorytety biznesowe, zawodowe, niejednokrotnie nominowani do prestiżowych nagród a prywatnie, to kawał niegodziwego człowieka.

Osobiście bardzo filtruję takie osoby przez pryzmat wyznawanych przeze mnie wartości. Okazuje się wtedy, że jest nie wiele osób, na których można się wzorować.

Dla mnie człowiekiem sukcesu, może być zadowolony z siebie mechanik, spełniona matka 4 dzieci, alkoholik radzący sobie z nałogiem lub człowiek zdobywający korporacyjne szczeble, czy przedsiębiorca zatrudniający 500 osób. Myślę, nie – wiem to – że w każdej z tych osób znalazłbym inspirację dla siebie. Nie byłby to jednak ślepy zachwyt.

W świecie mediów społecznościach można łatwo oszukiwać siebie i ludzi wokół.

Co mnie przyciąga? – inteligencja, prawdziwość, szczerość, naturalność, elokwencja, radzenie sobie z sytuacjami beznadziejnymi, czułość i współczucie dla innych, wyrozumiałość, bezinteresowność, pęd do wiedzy – nigdy pieniądze!

Jak rozpoznać człowieka? Ciężka sprawa – każdy musi wypracować swój wentyl bezpieczeństwa oparty na własnych doświadczeniach/ błędach/ porażkach.

Co innych przyciąga? Nawet nie spróbuję odpowiedzieć, nie odważę się nawet spróbować -gdyż niejednokrotnie, to tak nieoczywiste i niezrozumiałe dla mnie sprawy, że zrozumienie dlaczego tak właśnie ? Pochłonęło by mi zbyt dużo czasu – a marnować go nie lubię – chyba, że na przyjemności rodziny oraz własne.

J.W. A czym jest dla Ciebie piękny umysł? Kim jest człowiek o pięknym umyśle? Co stanowi dziś wielkość człowieka? Co powinno? Bo być może jest coś nie tak, we współczesnym pojmowaniu prawdziwego człowieka sukcesu?

Dla mnie człowiek sukcesu, to człowiek spełniany. Niezależnie czy zawodowo, biznesowo, czy rodzinnie. Gdy matka lub ojciec- bo i to, jest już powoli zauważalne – poświęcają się dla rodziny, męża, żony i dzieci. Robią to z pasją, bez przymusu – bo tak chcą. To dla mnie jest to wielki sukces – poświęcić się dla ukochanych osób.

Natomiast nie móc sukcesem zawodowym / biznesowym podzielić się z bliskimi – jest dla mnie porażką egzystencjonalną. Tak, z pewnością źle pojmujemy kim jest dzisiaj człowiek sukcesu. Czym jest sukces i kim jest człowiek sukcesu w dzisiejszym świecie? To temat na osobną pogawędkę. Dzisiaj sukcesem jest przeżyć ze sobą dekadę ! No to chyba jestem człowiekiem sukcesu 😉

J.W. Podróżując po Polsce, po świecie, obserwujesz kultury, zachowania, traktowanie ludzi wobec siebie nawzajem, na pewno dostrzegasz to, jak różnie od naszego, potrafią zachowywać się tam, odnosić wobec siebie, zwłaszcza w krajach, gdzie gorące słońce świeci dłużej niż 2 miesiące w Polsce. choć to nie koniecznie najbogatsze miejsca. Co z tamtych obserwacji zachowań, obserwacji ludźmi, przeniósłbyś na nasz grunt relacji międzyludzkich, relacji biznesowych?

Może za mało podróżuję i mój punkt widzenia jest nieco upośledzony – ale, uważam, że różnimy się jedynie mentalnością oraz uśmiechem. Może tylko, choć ja uważam, że AŻ. Odnosząc się tylko do ostatniego stulecia XX w, a konkretniej do 50 lat wspaniałego systemu socjalistycznego” okupacji” na ziemiach ukochanej Polski – spowodował totalne oderwanie naszego społeczeństwa od wspólnego celu, pozrywało łączność pomiędzy nami – zwykłymi Polakami a tym większym wspólnym celem jakim jest nasza Ojczyzna. Pomimo kilku zrywów, bardzo istotnych dla nas wszystkich, zmieniających system oraz otoczenie –to nic się nie zmieniło. System upadł ale naród dopiero się odbudowuje. Zaszczepiono w nas bardzo negatywne nawyki, wpompowano nam w krwiobieg podejrzliwość, zazdrość, podstępność, krzywoprzysięstwo, obłudę, cwaniactwo, kombinatorstwo, łapówkarstwo itd. Zatem ni jak przychodzi mi porównać – słoneczne, optymistyczne, życzliwe nacje do nas smutasów Polaków. Tam po prostu nie było Komunizmu. Ostatnia dekada pokazuje jak trudno jest nam –Polakom- zerwać – z zawiścią, zacietrzewieniem, chorą ambicją – niezależnie o której stronie politycznej sceny stoimy. A to z kolei przekłada się proporcjonalnie na zachowania nas „Kowalskich”. W jaki sposób wypędzić z głowy Polaków „Komunizm”? Chyba tylko przez terapię szokową – innej drogi nie dostrzegam i boję się, że za życia mojego nie zobaczę – uśmiechniętego, dumnego narodu, bez kompleksów, bez bratobójczej polityki. Nie wspomnę już o aparaturze administracyjnej, która mentalnością tkwi i będzie tam jeszcze długo. Potrzebujemy edukacji w każdym, dosłownie w każdym aspekcie życia. Musimy od nowa nauczyć się chodzić, myśleć, współodczuwać – a może wtedy coś się zmieni ? Może wtedy będziemy wiosłować w tą samą stronę, bo teraz to ja już nie wiem, gdzie płynie Polska? No najzwyczajniej nie wiem ! Choć radę mam taką – budować, umacniać tożsamość narodową, do polskiego produktu, polskiej myśli, gospodarki do nas samych. Przecież jesteśmy narodem z ogromnym potencjałem w każdym obszarze. Budować świadomość w każdej jednostce.

Życzyłbym sobie, Polsce bym życzył – abyśmy – byli uśmiechnięci, życzliwi wobec siebie, byli świadomi a nie ulegali wszechobecnej propagandzie. Wiary w nasze możliwości, bez zbędnych kompleksów, nauki w jaki sposób wypracować w sobie właściwe nawyki ekonomiczne, społecznościowe, osobistego rozwoju, wpajania właściwych wartości. Więcej optymizmu i uśmiechu – Tak tego nam brakuje!

J.W. Czy uważasz, że takie postawy są możliwe do „zaistnienia” w nas samych, dziś? Jakiej zmiany myślenia wymagałoby to od nas?

Bez wspomnianej terapii szokowej – raczej nie jest to możliwe. Owa terapia już się rozpoczęła – od emigracji. Polacy dostrzegają różnice, pomiędzy tym co oferuje zachód, a co Polska im daje. Ostatecznie zawsze chodzi o portfel. Jeśli zbliżymy się do poziomu zarobków w UE – to jest duża szansa na zmiany. Oczywiście bez edukacji/ świadomości ekonomiczne, bez współdziałania, bez komunizmu w głowie – to się nie uda. Zmiana powinna rozpocząć się na poziomie jednostki. Każdy z nas powinien pomyśleć – co jestem w stanie zmienić, poprawić, usprawnić, czym podzielić się z innymi? To może szybciej dojdziemy do wspólnej, uśmiechniętej, dumnej, nowoczesnej, świadomej Polski, Polski z trudną przeszłością lecz wspaniałą przyszłością. To co Jarku – zmieniamy siebie i zarażamy – no bo cóż możemy zrobić innego?

Pielęgnujmy w sobie dobro, uczciwość, rzetelność, przedsiębiorczość, kreatywność i pracowitość!

J.W. A co na obecnym etapie życia buduje Twoje szczęście?

Wiesz, nic go nie buduje – sam jestem twórcą własnego szczęścia ! Tyle mam, ile mam, ile chciałbym mieć. Żyję własnym a nie cudzym życiem. Nie oglądam się za siebie. To co było, jest ważne lecz nie determinuje mojego teraz lub mojej przyszłości, mojego szczęścia. Moje, nasze szczęście jest wynikiem, świadomego planowania i choć po drodze były wyboje – to nie porzuciliśmy celu. Co było celem? Robić to co się lubimy, posiadać potomstwo, własny kąt i kilka gadżetów. Tyle. Robimy z żoną to, co lubimy, z Bożą pomocą mamy córeczkę, posiadamy własny kąt a teraz przyszedł czas na gadżety. W życiu należy zrozumieć jedno, konieczne prawidło – tyle dostajesz, ż życia – ile odważysz się z niego wyrwać. No to wyrywam ile się da. Na ile opaczność i zdrowie pozwala.

J.W. A pewność siebie? Jak ją zbudować? Na czym budować?

Swoją zbudowałem na osobistej porażce. Miałem moment, w którym problemy przygniotły mnie tak bardzo, iż nie miałem wielu ruchów. A jeśli już dotrzesz do pewnej granicy, granicy wytrzymałości psychicznej – to wtedy popełniasz samobójstwo lub zaczynasz rozpychać się w każdą stronę z nadzieją, że ciężar pęknie i pojawi się szczelina dzięki, której zaczniesz nabierać powietrza. I wierzgałem się jak młode źrebie. Zobaczyłem wtedy wiele, dróg i możliwości. Czy wybrałem właściwą drogę, czy wykorzystałem wszystkie możliwości ? Chyba nie chcę tego wiedzieć. Nie przejmuję się tym. Może to troszeczkę niefrasobliwe – nie dbam o wizerunek w tym zakresie. Pewność siebie najlepiej jest budować, na swojej wiedzy, doświadczeniu, solidnym wykształceniu, rodzinie i wielu innych wzniosłych hasłach/rzeczach/pryncypiach. Tutaj chyba nie ma złotego środka dla wszystkich.

marcin-ponikwia2

J.W. Kto wywarł na Tobie duży wpływ, co działa na Ciebie cały czas, w myśleniu, postrzeganiu świata, ludzi?

Może to prymitywne, ale nie mam takiej osoby – oczywiście z wieloma chciałbym się spotkać, porozmawiać, wysłuchać – lecz większość z nich już nie żyje. Mogę tylko za pośrednictwem autora biografii w bądź co bądź subiektywny sposób, przybliżyć sobie kilka postaci ze świata kultury, polityki, religii czy biznesu.

A co działa na mnie w postrzeganiu świata, ludzi – zdrowy rozsądek, posiadanie własnego zdania a nie powtarzanie utartych sloganów, nie uleganie wpływom, odporność na niszczącą siłę pieniądza, skromność – choć sam walczę w tym zakresie z sobą. Urzekają mnie ludzie prawdziwi, szczerzy, chcący rozwiązywać problemy a nie je mnożyć, ludzie – którym obca jest zazdrość i małostkowość.

J.W. Kim jest dla Ciebie człowiek inteligentny, dojrzały? W biznesie, w życiu, jakimi cechami się charakteryzuje?

To taki, który najpierw wysłucha, nie opiniuje. Który w wyważony, dystyngowany sposób potrafi podjąć z kimś polemikę nie obrażając i zbytnio nie krytykując współrozmówcy. Który swoje opinie, porady opiera na sprawdzonych wzorcach. To człowiek z bogatym doświadczeniem, życiowym, zawodowym. Nie narzucający na siłę swoich rozwiązań lecz starający się pokazać inny punkt widzenia. To w konsekwencji człowiek po przejściach, który nie wstydzi się swoich słabości, swoich porażek – który zawsze szuka wyjścia z beznadziejnej sytuacji.

J.W. Mężczyźni wolą kobiety ładne czy mądre? Dlaczego takie?

Natura tak nas ukształtowała, że na pierwszym planie zazwyczaj jest piękno, wygląd, sylwetka – czyli kobiety ładne. Lecz w oszałamiającej większości – to złudny nawyk. To bardzo niepopularne co chcę powiedzieć – lecz – kobiety w bardzo sprytny sposób manipulują nami. Często robią to, w sposób bardzo prymitywny i niewyszukany, używając swojego seksapilu. Kierując się przy tym, z góry określonymi, zaplanowanymi korzyściami. Niemal w każdym przypadku, po pewnym czasie przychodzi opamiętanie i okazuje się, że było miło i sympatycznie – ale. Ile razy słyszałem już to ale. Osobiście, kierując się rozsądkiem wybieram „mądre” – Dlaczego? Gdyż mózg też jest seksowny. Nie sposób nudzić się przy kobiecie mądrej, zawsze daje jakiś bodziec pozytywny w różnych obszarach.

J.W. A czy uważasz, że potrafimy radzić sobie z krytyką? Radzić, w sensie przyjmowania jej, w odpowiedni sposób, jak i wyrażania jej w odpowiedni sposób? Jak z tym dziś wygląda?

Zamęczysz mnie Jarku 😉 Uważam, że prawda jest najmocniejszą i najwłaściwszą formą krytyki. Radzenie sobie z krytyką lub upośledzenie w jej przyswajaniu – wynosimy z domy rodzinnego. Ludzie nadmiernie wynoszeni na piedestał, chwaleni w dzieciństwie o wiele trudniej radzą sobie z osądami ich poczynań.

Nie radzimy sobie z nią – takie jest moje zdanie. Często, zamiast zastanowić się nad nią o ile jest wartościowa, wysuwamy niewłaściwe wnioski i jeszcze bardziej zatracamy się w swojej arogancji, pysze oraz kłamstwie.

Zależy też czym kierowana jest, czym podszyta krytyka bywa – jakie są jej intencje? Używamy dzisiaj różnego rodzaju socjotechnik by osiągać zakamuflowane cele. Krytyka zdaje się być jedną z nich. Kierowana podstępem, chęcią zemsty, zrobieniem komuś krzywdy może osiągnąć spektakularny wręcz sukces – tylko czy w ostatecznym rozrachunku o to chodzi? Z pewnością nie. A znam ja kilku, którzy krytykę obrali sobie jako środek do osiągania swoich sadystycznych celów.

Uważam, że krytyka konstruktywna, czyli taka, w której można dopatrzeć się kanałów, dzięki którym coś poprawimy, zmienimy na lepsze jest wskazana. Gdyż zbyt wielu chodzi po tej ziemi bezkrytycznych wobec siebie ludzi „pseudo sukcesu”.

J.W. Czego uczą nas porażki, trudności w życiu? Czego Ciebie nauczyły, także gdy patrzysz na nie z perspektywy czasu?

Najgorzej jest gdy w porażkach dopatrujesz się jakiegoś chorego przesłania od losu, od Boga – bo wtedy dostrzega się tylko to, co się utraciło a czego mieć już nie można. Wówczas łatwo jest by negatywne przepowiednie samosprawdzające mogły się właśnie spełnić.

Dobre słowo, ludzie dobrej woli, najbliższa rodzina – harmonia ducha – jest ważna, lecz musisz mieć cel – bez niego można w porażkach jedynie znaleźć ból i rozczarowanie. W porażkach musimy znaleźć w sobie chęć do napisanie nowego rozdziału, który będzie nauką z upadku. Myślę, że musimy zaakceptować, że potrzebny jest czas aby pozbierać się z tej agonii. Oczywiście ten okres będzie różny – bo przecież różni jesteśmy. Mnie wyjście z przegranej zajęło ok. roku – to tylko psychiczne wyjście – bo materialne trwa nadal, a trwa już prawie dekadę. Tak miałem dużą porażkę.

„…Kto, siłę ma by iść pod prąd, ten przetrwa upadek, dno, jest twarde byś odbić się mógł…”

Nie warto bać się swoich błędów, porażek – strach paraliżuje a ja nie lubię być bez ruchu. Porażki nas hartują, sprawiają, że na życie patrzy się troszkę z przymrużeniem oka, sprawiają, że nie traktujemy wszystkiego z przesadną powagą oraz nadęciem. Natomiast otwierają przed nami możliwości – które wcześniej były dla nas poza horyzontem.

Porażki wszystko porządkują. Rodzina – to szybko weryfikowalna instytucja – wtedy już wiesz, czy ta podstawowa grupa społeczna zda egzamin – w większości przypadków nie zdaje. Przyjaciele jakoś szybko się wykruszają i wiesz na kogo możesz liczyć- a na kogo nie. Poznajesz swoje słabe i mocne strony charakteru. Tak – porażki to niezła hartownia dla człowieka.

J.W. Słuchasz swojej intuicji, w życiu, w biznesie? Co mówi, gdy podejmujesz ważne dla siebie decyzje? Jest „na tak”, czy częściej podsyła wątpliwość, obawy?

Intuicja to mój kompas. Jak do tej pory – to w 95 % wsłuchiwałem się w jej głos. Natomiast 5% to splot różnych okoliczności, które zazwyczaj wpływały na moje decyzje bardzo negatywnie. I nie zawsze jest na tak, choć w znacznej części. Nigdy się nie myli jeśli chodzi o ludzi, zawsze daje sygnały, alarmuje gdy intencje podszyte są intrygą. Natomiast jeśli chodzi o sferę biznesową, finansową – zawsze nakłania do podjęcia ryzyka.

J.W. Wykorzystujesz okazje w życiu? Te dobre okazje. Czy jednak pozwalasz im przeminąć, przejść niezauważenie? Czy były takie sytuacje w życiu (zawodowym, osobistym), ważne okazje, szanse w Twoim życiu, które do dziś procentują, jesteś z nich, z siebie dumny? Z jakich na przykład?

Cały w tym sens, by umieć rozpoznać te podpływające łódeczki – czy ja do nich wsiadam ? Z przykrością muszę stwierdzić, że nie zawsze i nie do wszystkich. Czasami są za mgłą i człowiek najzwyczajniej w świecie postępuje zachowawczo. Element ryzyka jest tutaj potrzebny – i jeśli jesteś człowiekiem skłonnym podejmować ryzyko – to prawdopodobnie wykorzystasz wszystkie istotne szanse/okazje.

Życie traktuję jak jedną wielką okazję. Mnogość możliwości jest tak zaskakująca, że należy selekcjonować sposobności. I tak też robię – świadomie nie korzystam ze wszystkich błogosławieństw – nie jestem aż tak zachłanny. Natomiast nigdy nie wypuszczam i nie pozwalam odpłynąć łódce z wartościowymi osobami. Tak, to dla mnie punkt wyjścia.

marcin-ponikwia1

J.W. A sytuacje, okazje niewykorzystane?

Oczywiście – jest taka sytuacja – przez brak dojrzałości biznesowej przegapiłem moment, który umożliwiał mi, stanie się obrzydliwie bogatym człowiekiem. Może to i dobrze – bo dzięki temu- jestem jaki jestem i bardzo się takim lubię.

J.W. Każdy z nas pragnie żyć szczęśliwie i spokojnie. Chcemy, aby nasze życie miało sens i dawało nam szczęście. Wiadomo jednak, że na każdym etapie życia te wartości, potrzeby, są nieco inne. „Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono”, mówiła Wisława Szymborska. Ty na pewno miałeś wiele okazji, by potwierdzić tę mądrość, w relacjach z ludźmi, w relacjach biznesowych, osobistych także. Przekonać się do ludzi, lub „przejechać” na nich. Jak każdy z nas. I co dostrzegasz w ludziach, powtarzalnego, w ich zachowaniu, w relacjach, w biznesie? W sensie pozytywnym, i tych cech negatywnych, słabości w biznesie, w życiu? Jacy są ludzie dzisiejszych czasów?

Uffffffff – i co ja mam odpowiedzieć by znów „pyszałkowacie” nie wyszło? Zacznę może od tego. Gdy odstajesz od społeczeństwa ale w sensie, że im nie dorównujesz – to zawsze trzymają Ciebie na dystans. Jesteś nie mile widzianym gościem, troszkę takim nie taktem jest pokazywać się z Tobą – bo cóż taki prosty człowiek jest w stanie mi/nam dać? Natomiast jeśli, ten prosty człowiek z czasem dostaje skrzydeł i okazuje się, że jednak podążały za nim wartości społeczne oraz wartość w sensie finansowym. To nic dla niego się też nie zmienia – jest nadal trzymany na dystans i okazuje się mu jeszcze większą pogardę. Rozumiesz coś z tego? Ja nie ogarniam.

Nadto jest dużo niczym nie uzasadnionej zazdrości, chęci bycia lepszym. Myślę, że kto pracuje na etacie – przyzna rację. A kto prowadzi własny biznes przekuje te cechy raczej w pozytywny obraz – o ile nie są podszyte pychą właśnie oraz chęcią marszu po trupach. Przedsiębiorca w odróżnieniu od pracownika ma dużą szansę i możliwość zrehabilitowania się społecznie.

Zatem, czy dostrzegam coś pozytywnego w ludziach z dzisiejszych czasów? Nie zdarza mi się to często – niestety, lecz staram się. Staram się przebywać i wzrastać wśród ludzi, dla których wartości w życiu społecznym – to zbiór norm oraz idei postępowania, wyznaczające tym samym standardy indywidualnej drogi życia. Wtedy wiem, że mamy wspólny kierunek. I pomimo różnic charakterów łatwiej jest mi osiągnąć porozumienie, gdyż kierujemy się tymi samymi zasadami.

Podoba mi się nasza mobilizacja w momentach krytycznych dla jednostki w obliczu choroby, czy nadchodzącej śmierci. A już w szczególności dla przyszłości naszej – dzieci. Jestem pełen podziwu, że grupowo potrafimy zebrać określoną „ogromną” kwotę na operację, rehabilitację, na godne życie. Tylko gdzie i kiedy zatracamy ten wspaniały zryw ? Chyba po wkroczeniu w nasze codzienne życie, nasze czasem wydumane problemy, w naszą zaściankowość.

J.W. Gdybyś mógł przenieść się w czasie i powiedzieć sobie, młodszej o 10-15 lat, w ważnych momentach swojego życia, dokonywanych wyborów, to co byś sobie powiedział?

Nie łakom się na proste, szybkie pieniądze. Postępuj rozważniej. Zanim wydasz złotówkę, przemyśl wydatek dwukrotnie. Trzymaj przyjaciół z dala od swojego biznesu. I nie wchodź w interesy z rodziną.

J.W. Abyś mógł za 10 lat powiedzieć sobie, że nie zmarnowałeś tych najbliższych lat, które przed Tobą, że nie żałowałeś swoich decyzji, podjętych działań, to dzięki temu, że dziś jesteś / działasz / myślisz jak…?

Jestem bardzo zwariowany, nieprzewidywalny czasem. Uparty jestem. Jak już coś postanowię, to nawet jeśli z przeszkodami – to dopnę swego. Mówią, że lwa z pazura poznać i tak troszkę jest ze mną. Kiedy trzeba jestem przyjemny i sympatyczny a kiedy trzeba lepiej zejść mi z drogi. Choć brzmi to strasznie – to poczciwa chłopina ze mnie 😉

Gdy mam plan, wiem jaki jest cel – to z siłą tornada ku niemu zmierzam. Mam jakoś naturalnie zwolniony hamulec na ryzyko, nie boję się go i chętnie podejmuje. A kiedy chodzi o moją rodzinę – tak, tu kończą się żarty i gotów jestem na bardzo wiele a wtedy nie przebieram w środkach.

J.W. Co jest źródłem Twojej wewnętrznej siły, pewności siebie?

Trudno mnie odwieść od celu. Lubię zmiany, lubię iść pod prąd i nie boję się popełniać błędów. Może to dziwnie wybrzmi – ale lubię się takiego jakim jestem, jakim ukształtowały mnie problemy, doświadczenia, ludzie. Nad to, mocne góralskie korzenie, śląski hart ducha oraz intuicja, która jeszcze nigdy mnie nie zawiodła. Ilekroć sprzeciwiam się sercu oraz intuicji – mam problemy. Moim niezaprzeczalnym źródłem wewnętrznej siły jest kobieta, z którą dzielę trud ziemskiej wędrówki.

J.W. A co potrafi podciąć skrzydła? Co może sprawić, że jesteś zrezygnowany? Zdarzają się takie sytuacje? I jak się z nich „podnosisz”?

Ludzie, dla których 20 lat znajomości to mrzonka, którzy potrafią na rzecz luksusowych wakacji, wspaniałych relacji z przełożonym zapomnieć o dobrych znajomych, wspólnych przeżyciach, wspólnej historii. Irytują mnie ludzie zmieniający się pod wpływem pieniędzy – dlaczego, bo sam przeżywałem zachwyt papierami płatniczymi. Na szczęście w porę przyszło opamiętanie. Podcina skrzydła z wyjątkową skutecznością rodzina, która w trudnych okresach powinna wspierać a upaja się niepowodzeniami. Kłótnia rodzina o schedę po rodzicach, dziadkach- a im mniej do podziału tym nienawiść/pazerność większa. Ludzie, pyszałkowaci, przeceniający swoją wartość, chełpliwi, nadęci – tacy, którzy pchają się na afisz bez jakichkolwiek ku temu uprawnień i kompetencji oraz ich arogancja i chamstwo. Mam poczucie zniechęcenia do ludzi z płaskostopiem mózgowym, z lizusowską mentalnością, do osób fałszywie zapewniających. Skrzydła podcinają mi ludzie co drwią z prostego człowieka. Ale dobrze już, na tym koniec.

Nie będę oryginalny w temacie radzenia sobie z utratą skrzydeł. Oddaję się refleksji słuchając muzyki filmowej – najlepiej w samochodzie. Dobra muzyka i samochód to moje lekarstwo. Banałem byłoby powiedzieć żona, córka – a jednak to dodatkowy bodziec. Potrzebuję troszkę czasu dla siebie z Hansem Zimmerem, Jamesem Hornerem, Michałem Lorencem, Janem Kaczmarkiem itd.

J.W. Czujesz się spełniony wobec życia? Wobec siebie, tego co zrobiłeś? Kiedy to się „objawiło”? A może inaczej – jeszcze chcesz coś sobie udowodnić? Co takiego?

Na To pytanie odpowiem za 5 lat. Wtedy odpowiedz będzie miarodajna. Wyznaczyłem sobie pewne cele, które z wszystkich sił swoich – będę chciał zrealizować. Choć zawsze uważałem, że poszedłem w nie tę stronę, w którą powinienem się wybrać – zawodowo oczywiście. Sądzę, że byłbym znakomitym prawnikiem. No cóż – było minęło. Żyję dalej z nowymi pomysłami na siebie.

J.W. Czego więc mogę Ci życzyć na ten czas? W pracy zawodowej, w osobistym życiu, w relacjach z ludźmi? Jakich ludzi przy Tobie ci życzyć, na swojej drodze?

Inspirujących ludzi na mojej drodze – proszę więcej. Więcej ludzi prawdomównych, szczerych i uczciwych również. Takich z zasadami, z wartościami.

Nad to – chcę być zdrowy i tylko tego z całego serca życz mi – proszę wstaw się za mną u najwyższego. Z resztą sobie poradzę.

Uchroń mnie przed

J.W. I pytanie na koniec. Gdybyś miał pomalować farbami, kolorami postać na obrazie, przedstawiającą Ciebie, to jakie by to były kolory, co przeważałoby? Jakbyś siebie pomalował? Jaki wyraz twarzy miałaby ta osoba na obrazie? Co wyrażałaby? A w co byłaby ubrana? Jaki ładunek emocjonalny miałby ten obraz – Ty?

Powiedziano mi kiedyś, że jestem człowiekiem barwnym, wielokolorowym. I raczej przychyliłbym się do tej obserwacji, do tej tezy. Choć maruda ze mnie i filozof – to w kolorach tęczy widzę się najchętniej. Musiałbym mieć grymas marudy lecz z delikatnym zaznaczonym uśmiechem pod wąsem. To z pewnością byłby obraz troszkę figlarny, kokieteryjny lecz skłaniający do refleksji a za razem wesoły, dający nadzieję i siłę do życia. Mam nadzieję tylko, że nie byłby kiczowaty, kapiący od złota.

Dziękuję za rozmowę
Jarosław Waśkiewicz
Red. naczelny Biznesnafali.pl,
Prezes Klubu Marka jest kobietą
Autor Pochwała Wartości, nominowanej na Najlepszy Blog Roku.

Related Post