Więcej pracowników z Indii w Polsce?

Firmy zrzeszone w Stowarzyszeniu Agencji Zatrudnienia (SAZ) chcą sprowadzać więcej pracowników z Indii. Ogromna liczba osób chętnych do pracy we wszystkich specjalnościach byłaby szybkim antidotum na wakaty w polskich firmach, póki co, przeszkodą nie są różnice kulturowe, ale mała wydolność polskiego konsulatu w Delhi.

Coraz więcej agencji zrzeszonych w Stowarzyszeniu Agencji Zatrudnienia – największej tego typu branżowej organizacji w Polsce z otwartymi ramionami przyjęła by pracowników z Indii. Od ponad roku firmy w ramach organizacji i na własną rękę badają ten rynek i są przekonane, że można tam pozyskać wykwalifikowanych i pracowitych ludzi, dla których praca i stawki wynagrodzeń w Polsce to bardzo atrakcyjna oferta.

– Niektórzy nasi członkowie już współpracują z rekruterami z Indii i zastanawiają się nad otwarciem tam oddziału. Ten kierunek zyskuje na popularności, dlatego też organizujemy spotkania z ekspertami, którzy znają ten rynek i mogą nam pomóc w znalezieniu kandydatów – mówi Iwona Szmitkowska, prezes SAZ i wiceprezes Work Service SA.

Jednym z ekspertów, których Stowarzyszenie zaprosiło do współpracy jest Nikhil Mansharamani, z ABC International Placement Services – grupy firm z siedzibą w Delhi, zajmujących się m.in. pozyskiwaniem pracowników z Indii dla pracodawców z Europy.

– Indie z populacją półtora miliarda ludzi są w stanie dostarczyć pracowników praktycznie każdej specjalności. Najłatwiej pozyskać pracowników do branży budowlanej, produkcyjnej i przetwórczej. Problematyczna jest jedynie praca w ubojniach, której hindusi mogą nie chcieć podjąć ze względu na przekonania religijne – mówi Nikhil Mansharamani. Dodaje jednak, że polscy pracodawcy nie powinni obawiać się różnic kulturowych. – Indie są krajem demokratycznym, w którym współegzystują przedstawiciele wielu religii świata, a styl życia w miastach nie odbiega już tak diametralnie od tego, jaki istnieje na Zachodzie – dodaje Mansharamani.

Podobieństwa i różnice kultury pracy

„Kulturowy przewodnik dla pracodawców” – będzie też jednym z bloków tematycznych Kongresu Pracy Tymczasowej „Prawo / kultura / social media”, jaki organizuje 27 września w Warszawie Sekcja Agencji Pracy Tymczasowej SAZ. Poprowadzi go Katarzyna Richter, psycholog międzykulturowy Deal with Culture.

Zdaniem Katarzyny Richter, zanim wprowadzimy do zespołu pracowników z odmiennego kręgu kulturowego warto się do tego przygotować. Choćby dlatego, że w jej opinii Polacy zdecydowanie nie są narodem otwartym na inne kultury.

– Jesteśmy społeczeństwem monokulturowym, zaledwie pięć procent osób mieszkających w Polsce to obcokrajowcy. Polacy często ze strachu przed odmiennością rasową i kulturową reagują agresją – mówi Katarzyna Richter. Dodaje jednak, że napływ obcokrajowców będzie powodował, że w wyniku kontaktu i poznawania ich, stopniowo Polacy staną się bardziej otwarci i tolerancyjni. – Jednak pamiętajmy, że będzie to długi proces, co najmniej kilkuletni – mówi Katarzyna Richter.

Zdaniem psycholog różnice w mentalności i przyzwyczajeniach do kultury pracy, mogą być źródłem problemów komunikacyjnych.

– Zarówno Hindusi, jak i np. Ukraińcy wymagają większej uwagi od przełożonych, oczekują szczegółowych instrukcji wykonania zadań oraz sprawdzania wykonania zadania. Mogą też wykazywać strach przed szefem. Tacy pracownicy wola wykonać zadanie bez pewności czy robią coś dobrze, narażając się na naganę przełożonego niż zapytać, czy skonfrontować się z przełożonym. Osoby zajmujące stanowiska nadzorcze musza mieć tego świadomość i być przygotowanym do takiej współpracy – mówi Richter.

W opinii psycholog zasadnicza różnica różniąca polską i indyjską kulturę pracy jest podział władzy. Indie należą do jednych z najbardziej hierarchicznych kultur świata. Pomiędzy pracownikiem szeregowym, a jego przełożonym istnieje ogromna przepaść. Dlatego pracownicy zajmujący stanowiska szeregowe będą posłuszni i nastawieni na wykonywanie poleceń, nie będą kwestionować decyzji szefa, mogą w duchu myśleć swoje, ale raczej tego nie okażą.

– Aby zrozumieć mentalność Hindusów, należy odwołać się do ich systemu wartości, wiedzieć, że ogromnie ważna jest dla nich rodzina i poszanowanie społeczne. Podejmują prace w dalekim kraju, aby ich rodzina mogła godnie żyć, dzieci mogły się uczyć itd. Jest to osiągane kosztem indywidualnego szczęścia, odłożenia realizacji swoich potrzeb na rzecz potrzeb rodziny – mówi Katarzyna Richter.

Z kolei Ukraińcy są bardziej emocjonalni i mniej dyplomatyczni w porównaniu z Polakami, mogą powiedzieć wprost co im się nie podoba lub nie kryć swojego niezadowolenia, mogą też wykazywać większy luz w stosunku do poczucia czasu. Są też bardziej nastawieni na budowanie więzi i relacji. Aby zjednać sobie takich pracowników, trzeba wykazać się ludzkim podejściem, inaczej pracodawca będzie postrzegany jak bezduszna osoba goniąca za deadlinami i nastawiona wyłącznie na zysk.

Wizowy zator wciąż trwa

Polskie agencje mają już pierwsze doświadczenia związane z pracownikami z Azji. Lubelska agencja InTemporis zatrudnia już osoby z Nepalu, Bangladeszu i właśnie Indii, a ostatnio zastanawia się nad rozwinięciem współpracy z Wietnamem.

– Azjaci są bardzo pracowici w większości bardzo dobrze mówią po angielsku. Nierzadko są to osoby wykształcone, które mają w Azji własny biznes, ale decydują się go zamknąć na pół roku, żeby zarobić w Polsce, bo różnica poziomu zarobków między naszymi krajami jest ogromna – mówi Magdalena Wójtowicz, wiceprezes InTemporis.

Jej zdaniem, kierunek indyjski ma ogromny potencjał. Największym problemem nie są jednak różnice kulturowe, ale niewydolność systemu wizowego.

– Na początku tego roku nasi agencji znaleźli w Indiach w zaledwie dwa tygodnie 450 pracowników. Mieli przyjechać do Polski na początku lipca, więc mieliśmy siedem miesięcy na przygotowanie. Do dziś nie przyjechała żadna z tych osób, a my nie możemy się nawet dowiedzieć, dlaczego polska ambasada nie chce ich wpuścić do naszego kraju. W odmowie na wniosku jest zazwyczaj podany powód „inne”. Konsulat nie odpowiada na nasze pytania dotyczące tej kwestii – mówi Magdalena Wójtowicz.

A dodać należy, że dojście do etapu, w którym ktoś składa wniosek wizowy graniczy z cudem. Wniosek taki można złożyć przez elektroniczny system na stronie polskiego konsulatu. Wirtualna bramka naboru otwiera się co czwartek o ósmej rano i przyjmuje 200 pierwszych osób, które zdążą się zarejestrować oraz 200 pierwszych maili z danymi, które przyjdą na adres konsulatu. Te 400 miejsc na tydzień to oczywiście bardzo mało, więc często zdarza się, że lokalni mieszkańcy rezerwują miejsca na całą swoją rodzinę i odsprzedają je agencjom po kilkaset euro. Jednak, nawet osoby, które wygrają na tej „loterii” i dostaną się na spotkanie w sprawie wizy nie muszą wcale otrzymać pozwolenia na przyjazd do Polski. Z szacunków agencji wynika, że pozwolenie otrzymuje zaledwie 20 proc. z nich.

– To dla nas bardzo frustrująca sytuacja. W tym roku mieliśmy ogromny problem z zapewnieniem naszym klientom ludzi do zbioru owoców. W związku z problemami z Azją próbowaliśmy znaleźć pracowników z Ukrainy, Białorusi i Mołdawii, ale z tych krajów nie ma już chętnych do tego typu pracy mówi Magdalena Wójtowicz. Dodaje, że agencja ma zamówienia na cały rok do fabryk, magazynów, branży FMCG. Osoby, które zostałyby zrekrutowane do owoców, mogłyby bez problemu zostać w Polsce na dłużej.

Podjęliśmy rozmowy z Ministerstwem Spraw Zagranicznych, niestety w odpowiedzi usłyszeliśmy, że Polska nie dysponuje finansami na zwiększenie zarówno kadry jak i zmiany miejsca, aby procedować szybciej. Polskie MSZ zapowiada co prawda, że chce usprawnić proces przydzielania wiz w Indiach zlecając jego wykonanie kilku zewnętrznym firmom. Nie wiadomo jednak, kiedy realnie to nastąpi, a dopiero wtedy będzie można ocenić, czy to faktycznie rozwiąże istniejące problemy – mówi Iwona Szmitkowska.

Polska stara się o stworzenie uproszczonych procedur zatrudnienia dla pracowników z Wietnamu, Nepalu i Filipin – być może te kraje okażą się receptą na brak rąk do pracy w naszym kraju.

Pr

Related Post