Spojrzenia w przyszłość: Marka Polski, czyli co? Opisuje dr hab. Piotr J. Przybysz, Kierownik Zakładu Estetyki i Filozofii Kultury w Instytucie Filozofii, Socjologii i Dziennikarstwa Uniwersytetu Gdańskiego

Marka – cóż by to miało znaczyć i o co, tak na dobrą sprawę, tutaj chodzi? Czy odwołać się należy do znaku firmowego, który zwykle jest umieszczany na wyrobach producenta i chroni go przed falsyfikatami. Wydaje się, że istotne jest to co można określić jako jakość, gatunek danego wyrobu, bo resztę można dzisiaj skopiować. Wypada też wziąć pod uwagę to co wiąże się z renomą, dobrą opinią, którą warto się cieszyć. Do ciekawostek związanych z użyciem marki zaliczyłbym: znaczek pocztowy (marka), jednostkę monetarną (marka), kolorowe znaczniki na łańcuchu kotwicznym, linach sąd (marki). Podsumowując przywołane znaczenia marki, w istocie swojej, jest ona cechą wyróżniającą (jakością/wartością), która wiąże się z renomą, dobrą opinią. Nic nowego w tym co napisałem, a dodać wypada, że tak rozumiana marka rzeczy (artefaktu), człowieka czy zbiorowości jest efektem systematycznej, planowej i z jasno sprecyzowanymi celami pracy. Marka nie pojawia się sama z siebie – Deus ex machina.

Nie o marce rzeczy, czy zbiorowości mogę coś sensownego napisać, ale o tej jednostkowej, indywidualnej, z którą każdy z nas się boryka i mierzy. Nie mam też w zanadrzu niezawodnego algorytmu na jej osiągnięcie. Sądzę, że do tego celu prowadzi wiele dróg, które mogą być Twoją lub moją drogą. Kopiowanie drogi w tym przypadku nie wchodzi w grę, bo skoro marka ma być moja, to i moja droga do niej prowadzi. Warto podpatrywać tych którzy cieszą się „dobrą marką”, by unikać błędów, które zdarzają się na tej drodze, a przecież nikt od nich nie jest wolny. Z drugiej zaś strony podpatrywać by uczyć się metod skutecznego poruszania się na niej.

Co pomóc może w osiąganiu, uprawianiu własnej/naszej marki? Myślę, że po pierwsze należy dysponować (jeżeli chcemy „być markowi”) pewnymi umiejętnościami, które są do tego niezbędnie potrzebne. Za Erichem Frommem wymieniłbym dyscyplinę, rozumianą nie tylko jako sumienność i profesjonalizm w uprawianiu czegoś, ale także jako „uprawianie dyscypliny własnego życia”, tak jak wybitni sportowcy uprawiają swoje dyscypliny sportowe. Po drugie koncentracja, czyli całkowite skupienie się na tym co robię, co chcę osiągnąć. Po trzecie cierpliwość, która gwarantuje osiągnięcie celu. Z którą wiąże się świadomość mozolnych prób i błędów, przez które trzeba przejść, bo drogi na skróty nie ma. Ostatnią umiejętnością, którą w sobie/nas trzeba ćwiczyć jest zaangażowanie. Być dobrą marką, cieszyć się dobrą marką nie można pracując „na pół gwizdka”, trzeba być w tym teraz i tutaj. Ten cel, który chcę (przecież nie muszę) osiągnąć, powinien być najważniejszy, w przeciwnym razie będę jedynie dyletantem. Jak każda umiejętność: pływanie, jazda na rowerze, wioślarstwo, gra na instrumencie, aktorstwo może być opanowana na poziomie podstawowym, średnim i wysokim.

By w sporcie odnosić sukcesy (cieszyć się dobrą marką) trzeba te umiejętności opanować w stopniu wysokim, w sztuce te umiejętności muszą mieć charakter artystyczny. Podobnie ma się sprawa z poziomem umiejętności, które są konieczne do osiągnięcia Twojej i mojej marki.

Ważnym pytaniem, jak sądzę, które należy postawić w tym miejscu, jest pytanie o to w jakich warunkach praca nad marką ma duże szanse powodzenia. Innymi słowy, w jakich warunkach wymienione powyżej umiejętności wykorzystywane w pracy nad marką będą najbardziej efektywne. Biorąc pod uwagę markę artefaktów, jak też markę Polski w tej kwestii główną rolę odgrywasz Ty i ja. My jako indywidulane jednostki mierzące się z marką swoją, ponad to marką rzeczy w których tworzenie jesteśmy zaangażowani, ale też marką, tego na co mamy wpływ proporcjonalny do udziału i podejmowanych decyzji, Polski. Na to pytanie można udzielić z pozoru banalnej odpowiedzi: pracujemy zdecydowanie efektywniej i kreatywnie gdy jesteśmy zadowoleni nie tylko z tego co robimy, do czego dążymy, o co zabiegamy, ale także z życia jako takiego.

Pozorna banalność tej odpowiedzi polega na tym, że zadowolenie można sprowadzić do doznawanej przyjemności, jak to robili cyrenaicy wyznający w tej sprawie hedonizm, który redukuje szczęście do przyjemności cielesnej, a najlepiej niech to będzie rozkosz. Można podwyższyć poprzeczkę w udzieleniu odpowiedzi na to pytanie i wskazać, że szczęście to wiedza o dobru, lub jak proponował uczeń mistrza nauczającego o dobru, to życie podług czterech cnót: mądrości (roztropności), męstwa, umiarkowania i sprawiedliwości. Eudajmonia w tym znaczeniu rozumiana jako zadowolenie z całości życia wiąże się z umiejętnością zrównoważonego zaspokajania swoich potrzeb, tak cielesnych jak i duchowych, co można sprowadzić do zachowania w tym względzie złotego środka, czyli nie popadaniu w skrajności.

Równie wysoko umieszczona jest poprzeczka dla tych, którzy takiego stanu poszukują w akceptacji zewnętrznych zdarzeń (bez względu na to czy mają one dla nas znaczenie negatywne, czy pozytywne). Ponadto twierdzą, że satysfakcję czerpać należy z tego na co mamy wpływ, tak więc m.in. należy rzetelnie i uczciwie spełniać swoje obowiązki.  Inne spojrzenie na powyższy problem „jak być szczęśliwym” zaproponował Epikur, co wydaje mi się w budowaniu marki istotnie ważne. Twierdził on, że nie jesteśmy szczęśliwi „na własną prośbę”, bo sami sobie to robimy: unieszczęśliwiamy się. Boimy się niepotrzebnie śmierci, cierpienia i bogów a to uniemożliwia bycie szczęśliwym. Ten trop wydaj się nadal aktualny. W takim rozumieniu, że współcześnie nadal w nas tkwi zdolność do wpadania w pułapki, które nas unieszczęśliwiają.

Idąc tropem rozstrzygnięć Władysława Tatarkiewicza autora książki O szczęściu, można je rozumieć jako „pełne i trwałe zadowolenie z całości życia”, gdzie bilans sukcesów i porażek które spotkały nas jest dodatni. To definicja, którą przyjmuje Bohdan Dziemidok w książce Filozofia i sztuka życia. Większość swoich rozważań poświęca pułapkom, które stoją na drodze do bycia szczęśliwym. Pierwsza która w osiąganiu marki może stanąć na drodze każdemu z nas to brak realizmu. Trafnym wydaje się wstępne rozstrzygnięcie dotyczące odpowiedzi na pytanie: jakie nastawienie wobec życia należy roztropnie zająć? Nastawienie, rozumiane jako postawę wobec świata, życia, ludzi i aktualnych wydarzeń. Jego fundamentem nie jest tylko światopogląd, ale to co od niego, w kwestii szczęścia, wydaje się ważniejsze „typowy dla nas sposób reagowania emocjonalnego”. Rozumiem w tym punkcie, że chodzi o sprawę niebanalną: bycie szczęśliwym lub nie, jest kwestią subiektywnych chęci, odczuć i wyborów. W tej kwestii możemy mieć do czynienia z dwoma skrajnymi postawami.

Po pierwsze z nieuzasadnionym i nieustającym optymizmem (o ile jest to możliwe) lub z pesymizmem, który z biegiem lat i doświadczeń dominuje. To co Dziemidoka skłania do nie popadania w powyższe skrajności to zalecenie o zachowaniu hierarchii i proporcji spraw. Dlaczego? Gdyż, jak trafnie pisze, radykalny pesymizm zatruwa życie swoim wyznawcom, jest w związku z tym szkodliwy. Zaś radykalny optymizm „jest po prostu naiwny i głupi. Rysowany przez ten optymizm obraz natury i życia człowieka są fałszywe.” Drugim kołem ratunkowym, które może ustrzec przed tą pułapką, jest ukształtowanie w sobie umiejętności patrzenia na sprawy pod różnym kątem. Dostrzeganie w nich różnych aspektów: tych złych i dobrych. Tak więc, dającym się obronić nastawieniem wobec życia, które nie przekreśla szczęścia i nie jest głupie, to realistyczna wizja natury i życia człowieka. Realizm w praktyce uważam za cechę charakteru, która jest też umiejętnością. Jak każda cnota (virtus, areté) wymaga pracy nad nią i jest sobie sama nagrodą.

Tych kilka refleksji, które umieściłem powyżej, wynikają z przeświadczenia, że praca, w tym przypadku nad marką, powinna dostarczać satysfakcji. Ponadto nadawać sens (cel, wartość, rozumienie) kolejnym dniom, które składają się na lata i dekady. Trudno w związku z tym sensownie myśleć o budowaniu marki, gdy nie ma w tym pasji, celu, zrozumienia i jest to bezwartościowe.

dr hab. Piotr J. Przybysz, Kierownik Zakładu Estetyki i Filozofii Kultury w Instytucie Filozofii, Socjologii i Dziennikarstwa Uniwersytetu Gdańskiego

Po ukończeniu Liceum Ogólnokształcącego w Nidzicy w 1978 roku rozpocząłem studia na Wydział Nawigacji i Uzbrojenia Okrętowego Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni, którą ukończyłem w 1983 roku z tytułem magistra inżyniera nawigatora i stopniem podporucznika marynarki wojennej. W roku 1989 ukończyłem studia na Wydziale Humanistycznym kierunek filologia polska, a w 1990 roku obroniłem pracę doktorską. Do 2010 roku pełniłem służbę w Akademii Marynarki Wojennej, m.in. na stanowisku prodziekana ds. nauki Wydziału Nauk Humanistycznych i Społecznych. Po opublikowaniu książki poświęconej filozofii sztuki Stefana Morawskiego i pomyślnie zdanym kolokwium habilitacyjnym rozpocząłem pracę na Uniwersytecie Gdańskim. Jestem kierownikiem Zakładu Estetyki i Filozofii Kultury w Instytucie Filozofii, Socjologii i Dziennikarstwa UG, członkiem Polskiego Towarzystwa Estetycznego, Gdańskiego Towarzystwa Naukowego i International Association for Aesthetics. Moje pasje to: książka, film i rower MTB i szosa.

 

 

 

 

Related Post