Rozmowy CEO: w 2020 roku nie było fali tsunami. Perspektywy na rok 2021

Rok 2021 to rok niepewności. Perspektywy rozwoju gospodarczego mogą się zmieniać w zależności od tego, jak poszczególne kraje będą sobie radzić z wirusem i szczepieniami przeciwko COVID-19. Jak dotąd nie było gospodarczej fali tsunami, a polski rynek radził sobie dobrze. Czy uda się nam jednak utrzymać ten status w 2021 roku?  Mówi Wojciech Ratajczyk, Prezes Trenkwalder Polska, Członek Zarządu Polskiego Forum HR

BILANS 2020 – STRATY, ALE BEZ FALI TSUNAMI

Koronawirus spowolnił światową gospodarkę, nie oszczędzając UE. W swoich ostatnich prognozach, Komisja Europejska obniżyła perspektywy rozwoju gospodarczego na 2021 r. dla obszaru UE, oceniając że gospodarka europejska może osiągnąć poziom sprzed pandemii dopiero w 2023 r. Najbardziej ucierpiały małe firmy. Wg badania McKinsey, co drugi właściciel biznesu spośród 2200 ankietowanych firm z sektora MŚP w Europie, nie jest pewny czy jego firma przetrwa najbliższy rok. Jednak pomimo dużej rynkowej niepewności, europejska gospodarka jak dotąd radziła sobie nadspodziewanie dobrze. A dzięki temu również polska gospodarka.

Polska jest „fabryką” Europy. Jesteśmy związani nawet nie żyłą, a aortą z rynkiem europejskim, a przede wszystkim z niemieckim. To właśnie dlatego, że nie upadła koniunktura w Europie, udało nam się w miarę bezboleśnie przejść przez najgorsze miesiące kryzysu wywołanego pandemią. Mniej lub bardziej, udało się utrzymać poziom produkcji, a zatrudnienie nie spada tak bardzo jak się obawialiśmy na początku. – mówi Wojciech Ratajczyk, Prezes Trenkwalder Polska, Członek Zarządu Polskiego Forum HR

Są nawet branże, które podczas kryzysu odnotowały lepsze wyniki niż w roku ubiegłym. To m.in. firmy produkujące dla sektora budowlanego, które mają fabryki w Polsce i za granicą – to efekt eksportu, ale też i tego, że rozpoczęte wcześniej w Polsce inwestycje budowlane trzeba skończyć.

Lockdown i obostrzenia wynikające z pandemii przyspieszyły cyfrowe innowacje, zarówno w sferze biznesowej, jak i naszego codziennego funkcjonowania. Przełożyło się to na świetną kondycję branży IT i rozwój branży e-commerce (pośrednio także sektora logistyki/usług kurierskich). Inne, jak HoReCa, handel i usługi, banki czy automotive są w dużo gorszej sytuacji. Nie zmieniło to jednak radykalnie obrazu rynku.

Najbardziej zaskakujące jest to, że tak naprawdę niewiele się zmieniło. Nie było fali tsunami, która zmiotła stary świat i zbudowała nowy. Nie było totalnej rewolucji w branżach. Przemysł nadal istnieje, nadal produkuje, chociaż z pewną czkawką. Ale widzimy już odbicie. Przez 2020 rok dostosowywaliśmy się do zaistniałej sytuacji i przy kolejnych podobnych kryzysach nie będziemy już tak zaskoczeni.mówi Wojciech Ratajczyk

RYNEK PRACY JAK PAPIEREK LAKMUSOWY

Odzwierciedleniem sytuacji gospodarczej i kondycji przedsiębiorstw jest rynek pracy, w tym rynek elastycznych form zatrudnienia. Na początku pandemii, od marca 2020 roku, aktywność agencji zatrudnienia w wielu krajach europejskich spadła poniżej poziomu kryzysu z 2009 roku. Większość europejskich agencji zatrudnienia największy spadek dochodów odnotowała na przełomie kwietnia i maja.

W przypadku Francji (ponad 60 proc) i Belgii (ponad 40 proc) był to spadek gwałtowny, ale z równie szybkim odbiciem do ok. – 15 proc. w połowie sierpnia. Na trzecim miejscu pod względem spadku dochodów agencji zatrudnienia była Polska (blisko o 35 proc. rok do roku) [1]. Co charakterystyczne, krzywa spadku dochodów agencji pracy w Polsce odzwierciedlała krzywą niemieckiego rynku. Ten jednak radził sobie lepiej – spadek od kwietnia do lipca utrzymywał się na poziomie ok. 25 proc.

STABILIZACJA POZIOMU ZATRUDNIENIA

Pewna stabilizacja gospodarcza, widoczna na rynku europejskim od czerwca 2020, znajduje potwierdzenie w poziomie zatrudnienia. W Polsce, wg danych GUS stopa bezrobocia rejestrowanego już od czerwca 2020 utrzymuje się na poziomie 6,1 proc. Nie było fali zwolnień, bo firmy najpierw wspomagały się tarczą antykryzysową, a następnie zmniejszały wymiar etatów. Również skala zwolnień grupowych była niższa od przewidywań i do końca listopada wyniosła 27,2 tys. osób (o 2,5 tys. więcej niż w całym 2019 roku). Nieco mniej optymistycznie wyglądają liczby planowanych zwolnień grupowych – do końca listopada 2020 firmy zgłosiły do urzędów pracy plany zwolnień grupowych obejmujących łącznie 70,4 tys., ale część z nich obejmuje okres najbliższych kilku lat i dotyczy głównie restrukturyzacji planowanych niezależnie od pandemii.  

W pierwszej fazie pandemii, czyli od marca do lata, drastycznie wstrzymane były rekrutacje stałe. Sytuacja poprawiła się w trzecim kwartale, kiedy mieliśmy do czynienia z odblokowaniem wstrzymanych rekrutacji i nowymi poszukiwaniami talentów. I chociaż teraz, w obawie przed niepewnością 2021 roku, rekrutacje stałe znowu spowolniły, to w dłuższej perspektywie, i tak będą musiały ruszyć, bo talenty są filarem każdej organizacji.  

W przypadku pracy tymczasowej, jest ona pierwszą ofiarą każdego kryzysu. Ale jest też bardzo dobrym wskaźnikiem, kiedy gospodarka powraca na właściwe tory. Kiedy firmy zaczynają z powrotem zatrudniać posiłkują się najpierw elastycznymi formami zatrudnienia.

W tej chwili widzimy wyraźną tendencję wzrostową. Chociaż nadal jesteśmy na poziomie nieznacznie poniżej 2019 roku, to przewidujemy, że już w 2021 roku wrócimy do poziomu sprzed pandemii. Ma to związek ze zwiększonym zapotrzebowaniem w branży logistycznej i odbudowywaniem się przemysłu. Poza tym, przedsiębiorcy zauważyli, że elastyczne formy zatrudnienia przekładają się na zwinne metody zarządzania organizacją. Zwinność w organizacjach to teraz hasło dnia. – podkreśla Wojciech Ratajczyk.

CZY POLSCE UDA SIĘ UTRZYMAĆ TREND WZROSTOWY

Rok 2021 na pewno będzie czasem odrabiania strat po pandemii, ale i szansą dla polskich przedsiębiorców na dalszy wzrost eksportu i rozwój rynków zbytu. Wg MFW, w nowym roku globalne obroty handlowe wzrosną o ok. 8,3 proc. Jednak sytuacja polskich eksporterów i producentów będzie zależna nie tylko od europejskiej koniunktury rynkowej, ale i od dostępnych na rynku rąk do pracy. A tych u nas brakowało już przed pandemią i brakuje nadal pomimo wzrostu bezrobocia o ok. 400 tys. osób. Przyczyna jest prosta. Polska wyszła z grupy krajów rozwijających się. Polacy dzisiaj niechętnie podejmują się prostych prac okołoprodukcyjnych.

Kiedy na przełomie drugiego i trzeciego kwartału 2020 ożywienie w fabrykach automotive, spowodowało wzrost zapotrzebowania na pracowników, Polacy podejmowali się tej pracy, bo nie było Ukraińców.
I rezygnowali po kilku dniach, mówiąc że to nie dla nich. Zaczynamy obserwować podobną tendencję, jak w zachodniej Europie. Tam też obywatele niechętnie podejmują się prostych prac produkcyjnych.
mówi Wojciech Ratajczyk.

To czy, przy zachowaniu globalnych trendów światowych, Polsce uda się utrzymać status „fabryki” Europy w 2021 roku i utrzymać gospodarkę na dobrym poziomie zależy więc także od tego czy będziemy potrafili zapewnić sobie „ręce do pracy”. Rozwiązaniem są pracownicy ze Wschodu, głównie z Ukrainy. Nic więc dziwnego, że polscy przedsiębiorcy chętnie pokrywają koszty pobytu w Polsce pracowników z Ukrainy w czasie kwarantanny. Tylko czy uda nam się ich zachęcić do powrotu do Polski i utrzymać? Niewątpliwie powinniśmy też rozpocząć poważne działania w kierunku pozyskania rąk do pracy z dalszych pozaeuropejskich kierunków.

PR


[1] Źródło: Development of the agency work sector during the Covid-19 pandemic, World Employment Confederation, grudzień 2020.

Related Post